DNA Miłosierdzia: Bóg pozwala odejść


Druga adoracja pokaże nam przedziwną logikę Bożego postępowania. Bóg działa inaczej niż człowiek. Chcąc pójść dwa kroki na przód, cofa się jeden, aby potem wykonać skok o długości trzech kroków. Dajmy się zadziwić działaniu jego miłosierdzia w naszym życiu i uwielbiajmy Go za wolność, którą nam daje.

Adoracja trwa do godziny 22:00. Przez cały ten czas istnieje możliwość przystąpienia do spowiedzi. Na koniec udzielane jest błogosławieństwo relikwiami Krzyża Pańskiego, które przechowywane są w naszym kościele.

Galeria zdjęć

Tekst rozważań

Rozważane Słowo – Łk 15,11-32 (Przypowieść o synu marnotrawnym):

 Jezus powiedział: «Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: “Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: “Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: “Przynieście szybko najlepszą szatę
i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług
i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: “Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: “Oto tyle lat ci służę
i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. Lecz on mu odpowiedział: “Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić
i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się”».

Narrator

Kolejny raz stajemy wobec Krzyża, wpatrujemy się w oblicze umęczonego Jezusa, dotykamy tajemnicy Miłosierdzia Boga.  Jednym z najpiękniejszych obrazów tego Miłosierdzia jest Przypowieść o Synu Marnotrawnym. Niby wszystko wiadome: ojciec i jego dwóch synów, odejście do dalekiej krainy, nędza, poniżająca praca i wielki powrót. Czy jednak wgłębiliśmy się w postawy bohaterów tej historii? Co nimi kierowało? Jakie były ich motywacje? Spróbujmy wyobrazić sobie, że słyszymy ich myśli, że możemy poczuć ich emocje- Ojca i jego marnotrawnego syna.

Ojciec

Odszedł mój syn. Gdzieś daleko. Nie odzywa się, nie daje znaku życia. Zabrał cały swój majątek – nie broniłem mu niczego. Powiedział, że ma do tego prawo. Pracował ciężko by móc to zdobyć. Zostawił mnie. Nie mogłem go zatrzymać. Miałem mu powiedzieć: „nie odchodź” skoro tak bardzo tego chciał? A jednak tęsknię. Wspominam jego jasne spojrzenie, jego dobre, czułe oczy i ten niepokorny błysk, to umiłowanie wolności. Takiego go chciałem. Aby cenił swoją godność, aby znał swoją wartość. By rozumiał co to znaczy być moim synem, dziedzicem.

A jednak chciałem go mieć przy sobie. Wierzyłem, że nie musi odchodzić gdzieś na koniec świata by być szczęśliwym. Tu przy mnie niczego mu nie brakowało. Niczego bym mu nie odmówił. Mógł czuć się bezpiecznie, spokojnie. Kochałem go i dalej ogromnie go kocham. Tylko taka miłość na odległość jest trudna, gdy trzeba pozwolić odejść temu na kim ci zależy. Tęsknię za nim bardzo i żałuję, że go tu nie ma. Nie ma go gdy jego brat wyrusza rano do pracy. Nie ma go gdy czekamy wieczorem z pachnącą kolacją. Nie ma go w zwykłe dni. Nie ma go w piękne święta. Bez niego jest ta pustka w miejscu, które on powinien zająć. Jest to puste miejsce w moim sercu, miejsce które było przeznaczone tylko dla niego i które wciąż o sobie przypomina. Czy ojcowskie serce, może nieco szorstkie ale pełne miłości i pragnienia by wrócił, nie zasługuje na to aby na tę miłość odpowiedzieć? Wróć synu z daleka, ojciec czeka na ciebie. Każdego dnia wyczekuję i wyglądam na drogę niepokojąc się o ciebie, który jesteś gdzieś tam w dalekim świecie. Martwię się, że mogło spotkać cię coś złego. Tu czeka na ciebie dom rodzinny. Tu czeka ojciec. Choćbyś stracił wszystko, co otrzymałeś ode mnie, nie wahaj się wrócić, bym mógł opatrzyć twe rany i przytulić cię do mojego serca.

Syn

Nareszcie, dom rodzinny za mną, zniknął jego zarys na horyzoncie. Jestem wolny, wolny od Ojca, brata, domu, tych wszystkich dziwnych, nudnych obowiązków. Cały świat przede mną. Zatem, zmierzmy się!

Musiałem opuścić dom. Ojciec mnie nie rozumiał. Właściwie, nigdy nie mieliśmy dobrego kontaktu. Nigdy nie wiedziałem, czego ode mnie chciał. Czy był ze mnie zadowolone czy nie. Teraz też tego nie wiem. Ojciec mało komunikował. Tylko patrzył, tym swym zamyślonym, skupionym wzrokiem. Co było w tym wzroku…?

Musiałem odejść. W domu były tylko praca i obowiązki, ciągłe dreptanie w miejscu, z którego nic nie wynikało. Codziennie to samo. Dusiłem się w tym. I Ojciec z tym zamyślonym wzrokiem… A ja? Moje plany, marzenia? Gdzie ja miałem być w tym wszystkim. Tak… W domu byłem nieszczęśliwy.

Jak możesz to zrobić Ojcu?, powiedział mi brat na pożegnanie. Tak, mogłem i chciałem to zrobić. To łatwe jeśli się spróbuje. Brat by się nigdy na to nie zdobył. Gdzieżby, mój poukładany brat. Mimo, że jest starszy to mięczak. On będzie ciągle żył pod kloszem, ciągle przytakiwał Ojcu, a ja sam zdobędę pozycję, pieniądze, szacunek, własny dom i zrobię to sam, bez niczyjej pomocy. Kiedyś powrócę do domu, na jeden dzień, by pokazać Ojcu, jaki stałem się ważny i szanowany. Wtedy spojrzy na mnie z dumą, przyzna że mnie nie doceniał, wtedy powie: Wybacz synu, ty jednak jesteś wielki. Ty jesteś moim umiłowanym synem. Na pewno tak powie. Wszystko dzięki temu, że postawiłem się i odszedłem. Jestem wolny i sam sobie tę wolność wywalczyłem! Jestem szczęśliwy.

Ojciec

Pozwoliłem ci odejść bo szanuję twoją wolność. Ciągle gdzieś w głębi serca mam nadzieję, że pewnego dnia to docenisz. To że nie zatrzymałem cię siłą, że nie szantażowałem cię miłością, nie wynika z mojej obojętności. Traktuję cię jak dorosłego człowieka, dziecko moje. A jednak martwię się o ciebie, bo każdy włos na twej głowie jest cenny dla mnie. Jak to pogodzić? Ciągle jesteś w moich myślach. Choć odległy w przestrzeni, ja wciąż jestem w pogotowiu by odpowiedzieć moją miłością na każdy twój gest. Pośrednicy miłosierdzia czekają w tak wielu miejscach by pomóc w naszym spotkaniu. Używam tak skromnych środków by cię zachęcić do powrotu by moja miłość nie naruszyła twojej wolności. Pomiędzy osobami nieraz jest tak, że aby zbudować piękną, bliską relację z drugim, potrzeba naruszyć to co było dotąd. Może z naszego rozstania wyniknie nowe spotkanie, już na nowej płaszczyźnie. Czasami marzę, że wtedy lepiej zrozumiesz jak trudne było dla mnie to oczekiwanie oraz że moja więź z tobą i szacunek są dużo głębsze niż to się wydawało według pozorów. Może wtedy odpowiesz na ten dar, który chciałbym ci ofiarować. Może dostrzeżesz, że to co najbardziej cenne wciąż czeka na ciebie, a trudno jest przeżyć prawdziwą miłość jeśli jedną się odrzuciło. I dlatego wciąż wytrwale czekam na ciebie, każdego dnia od nowa, przeżywając każdą, przedłużającą się chwilę rozłąki. Czekam byś wrócił do źródła miłości i mógł dalej iść przez życie czerpiąc obficie z jej strumienia.

Syn

Jestem w nowym miejscu, daleko od domu. Ile to już czasu minęło? Nie wiem, straciłem rachubę. Może nie wszystko ułożyło się tak, jakbym chciał. Nie zrobiłem kariery, nie zdobyłem własnego domu, nie mam dobrej pozycji. Pasę świnie i chcę jeść strąki, jakie dostają. Chyba nikt się tego po mnie nie spodziewał. Cóż, od czegoś trzeba zacząć. Od czegoś…

Wiem co by brat teraz powiedział: A nie mówiłem. A Ojciec? Chyba by nic nie powiedział. Tylko by patrzył tym tajemniczym wzrokiem. Co jest w tym wzroku? Co on oznacza? Nie! Muszę przestać o tym myśleć. Są ważniejsze rzeczy. W końcu wiedziałem idąc w nieznane, że podejmuję ryzyko, hazard. Niezły ze mnie gracz. Postawić wszystko na jedną kartę i wszystko przegrać. Jak to mówią: raz na wozie, raz pod wozem. A że jestem chwilowo pod wozem? Wyjdę z tego. Bo mimo, że żyję w nędzy, to wciąż jestem wolny. Przecież mogę pójść gdzie indziej, zacząć inaczej. Nie w tym miejscu, to w kolejnym. Tyle możliwości…

Wzrok Ojca… Wtedy, kiedy odchodziłem. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Wolność… Czy to ja ją wywalczyłem, czy też Ojciec mi ją dał…? A może wrócić do domu..? Do Ojca..? Nie, dość tych rozmyślań. Czy Ojciec, czy ja, jestem wolny i wolnym pozostanę. Jeżeli zawaliłem, to ja zawaliłem, nikt inny! Ja sam! Podjąłem wybór i są skutki. Tak to jest z wolnością… mogę decydować o sobie sam jeden, bez oglądania się na nikogo. Jestem przecież szczęśliwy…!

Czy naprawdę jestem szczęśliwy?

Narrator

Mogło tak być, jak usłyszeliśmy. Przerwijmy naszą refleksję w tym momencie, momencie podjęcia przez syna kolejnego wyboru. Tak, był wolny. Mógł pójść, gdzie indziej, a mógł wrócić do domu. Wiemy, co było dalej. Syn Marnotrawny zrozumiał, co kryło się w tajemniczym spojrzeniu Ojca. Nie musiał czekać na słowa: Jesteś moim umiłowanym synem, bo był nim cały czas. Przedziwna jest logika Bożego Miłosierdzia. Często Bóg pisze prosto po krzywych liniach. Krzyż Chrystusa daje nadzieję, że mamy do Kogo wrócić, a Ten Ktoś ma zawsze otwarte ramiona. Czy widzisz na Krzyżu te ramiona?

 O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi (Rz 11, 33).