Kościół wspólnotą grzeszników


Panie Jezu przychodzimy do Ciebie, aby odnowić i oczyścić nasze relacje z Tobą. My wszyscy, stojący tu przed Tobą i wpatrujący się w Twój krzyż, jesteśmy grzeszni. Dlatego prosimy Cię
o Twe miłosierdzie i przebaczenie.

Rozmawiał i jadł z celnikami i grzesznikami. Gdy zobaczyli to uczeni w Piśmie i faryzeusze bardzo się zdenerwowali i oburzyli: jakim prawem ten, który uważa się za Syna Bożego z nimi rozmawia! Wtedy to Jezus odpowiedział im: Lekarza nie potrzebują zdrowi lecz ci, którzy się źle mają.  (Por. Łk. 5,27-31)

Panie Jezu, czasami przybieram postawę identyczną jak ci faryzeusze, widząc siebie jako człowieka lepszego od innych. Proszę Cię, ustrzeż mnie od tej postawy i spraw, abym mógł zasiąść przy tym stole razem z Tobą i celnikami, bo przecież, każdy człowiek jest grzeszny, a różnią nas tylko popełnione czyny.  Panie uznaję swoją grzeszność.

Gdy siedzieli przy ognisku i się ogrzewali, jedna kobieta powiedziała do niego: Ty jesteś jednym z nich, prawda? Ale on stanowczo jej zaprzeczył. Następnie jakiś mężczyzna powiedział, że też go widział z uczniami Jezusa, ale on jeszcze bardziej zaprzeczył i mówił, że nie zna tego człowieka, kto to jest w ogóle! Po upływie czasu, pewien człowiek zawzięcie zaczął mówić: Ten na pewno jest jednym z nich, bo przecież jest Galilejczykiem! Ale on powtórnie zaprzeczył mówiąc, że nie zna tego człowieka!  (Por. Łk. 22,54-62)

Panie Jezu, ile razy ja wyparłem się Ciebie, w szkole, w pracy, w moim środowisku? Jak trudno mi jest zaświadczyć o Tobie! Wiele razy upadam i powtarzam ten sam grzech! Proszę Cię, abym jak święty Piotr, mimo swojej grzeszności i ułomności nie poddawał się i dążył do świętości, bo nawet wielcy święci upadali pod ciężarem grzechu.

Panie uznaję swoją grzeszność.

Pewien bogaty młodzieniec, zapragnął osiągnąć życie wieczne. Gdy zobaczył Jezusa zapytał go co ma zrobić, gdyż przestrzega wszystkich przykazań danych przez Boga. Gdy Nauczyciel powiedział mu, że ma wszystko sprzedać co ma i rozdać ubogim, zasmucił się i odszedł. (Por.  Mt.19,16-22)

Panie Jezu, jest wiele rzeczy do których jestem mocno przywiązany (komputer, gry, Internet, telewizja, telefon oraz wiele innych) i ciężko by mi było bez nich funkcjonować. Widzę też jak trudno mi jest dzielić się z innymi tym, co posiadam i czasem bym chciał posiadać coraz więcej, więcej i więcej… Proszę Cię, abym nie przywiązywał wielkiej wagi do rzeczy materialnych, a tym co mam potrafił się dzielić z innymi.

Panie uznaję swoją grzeszność!

Podczas gdy Jezus nauczał w świątyni, zapanował zgiełk. Jakaś kobieta krzyczała. Nagle pojawili się uczeni w Piśmie i faryzeusze, przywiedli oni kobietę, którą właśnie przyłapano na cudzołóstwie. Zapytali Jezusa co mają uczynić, bo według prawa Mojżeszowego powinni ją ukamienować. Lecz Jesus zaczął robić coś dziwnego, ukucnął i na ziemi zaczął coś pisać. Po czym powiedział, ,,Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. Lecz oni zaczęli się wycofywać i wychodzić, tak że został tylko Jezus i ta kobieta. Rzekł Jezus do tej kobiety ,, Ja Ciebie nie potępiam – Idź i więcej już nie grzesz”. ( Por. J 8,1-11)

Panie Jezu, mój grzech wydaje mi się bardzo wielki i poważny, bardzo ciężko Cię zraniłem i zastanawiam się czy jest dla mnie przebaczenie? Proszę Cię o siły do powstania, po moim upadku, bo Ty nikogo nie potępiasz, tak jak nie potępiłeś tej kobiety, którą za jej grzech chciano zabić, ukamienować. Ty jesteś Bogiem miłosiernym i łaskawym.                        Panie uznaję swoją grzeszność!

Gdy byli już w ogrodzie, On rzekł do Piotra, Jakuba i Jana, którzy byli przy nim: Ja idę się modlić, a wy w tym czasie czuwajcie. Gdy wrócił zastał ich śpiących i zasmucił się bardzo. Tak było trzy razy. (Por. Mk 14,37-42)

Panie Jezu, my wszyscy często zostawiamy Cię samego, zapominając o Tobie w codziennych sprawach. Trudno mi znaleźć czas każdego dnia, by czuwać przy Tobie, niektóre sprawy stają się ważniejsze i zapominam o modlitwie, o budowaniu relacji z Tobą. Panie Jezu, proszę Cię abym we wszystkim co robię, nie zapominał o Tobie.

Wszyscy jesteśmy grzesznikami i tak jak Apostołowie, nie potrafimy nawet chwili poświęcić Temu, który nas o to prosi, dlatego wszyscy wspólnie powiedzmy Panu:

Panie uznajemy swoją grzeszność!

Gdy dziś patrzymy na półmrok i migające świece, wspominamy i uświadamiamy sobie, że przed laty ktoś zbudował tę świątynię ludzką pracą i ofiarą. Jednakże odkrywamy także Kościół zbudowany przez Chrystusa. W Ewangelii słyszymy „ Otóż i ja tobie powiadam, ty jesteś Piotr, opoka i na tej opoce zbuduje mój Kościół. Pan Jezus zostawił nam jedyną w swoim rodzaju świątynię jaką jesteśmy my, każdy z nas… świecki czy duchowny, starszy czy młodszy… Zostawił nam Kościół, w który my wierzymy, mając świadomość jego świętości, niezniszczalności.

Potrzebujemy Kościoła jako budynku by tu razem się modlić i składać na ołtarzu ofiarę Pana. Potrzebujemy także Kościoła pisanego dużą literą bo on jest jeden święty i apostolski… Nasz Kościół !

Ileż radości może byś w wypowiadanych słowach: moja żona, mój mąż, moje dziecko, mój samochód, mój dom, ale także i Mój Kościół!!! Z tym co jest nasze, o kim lub o czym mówimy „mój”, „moje”, z tym też się utożsamiamy, identyfikujemy, jakbyśmy właśnie tworzyli jedność, całość, pełnię… Kościół.

„Sami z siebie nic nie możemy…” – nasza słabość staje się miejscem działania Bożej mocy, przyjmując ją z radością okazujemy się silni, mocniejsi, wpuszczając Jezusa choć w małą cząstkę siebie pozwalamy mu, aby nas umocnił i ogarniał całe nasze życie. Doświadczamy naszej słabości, kruchości, aby Chrystus mógł przyjść nam z pomocą, wejść do tej przestrzeni, gdyby nie ta słabość nigdy byśmy potrzeby Jezusa, Boga i Kościoła nie dostrzegli, ale nadal budowali na sobie.

Panie Jezu patrzący na nas z tego krzyża… daj i dopomóż otwierać się nam na twoje łaski, abyśmy dostrzegali nasze rany które czynią nas słabymi, wchodź w nie, przenikaj do naszego całego życia. I choć słabi i grzeszni, upadający bez wyjątku jesteśmy tylko ludźmi… i już dziś zapraszamy cię: uzdrawiaj nas i nasze wnętrza.

Mamy… skarb w glinianych naczyniach, aby nie z nas, lecz z Boga była ta przeogromna moc. W różny sposób jesteśmy uciskani, ale nie załamujemy się tym; jesteśmy bezradni, ale nie pogrążamy się w rozpaczy; prześladują nas, ale nie zostaliśmy opuszczeni; przewracają nas, ale nie giniemy. Nieustannie nosimy w ciele konanie Jezusa, aby także życie Jezusa ujawniło się w naszym ciele (2 Kor 4, 7-10).

Boże mój, Ty jesteś jak drogocenny skarb. To Ty stanowisz całą moją wartość.

Ja sam nic nie znaczę, nic nie mogę. Jestem słaby, kruchy jak gliniane naczynie. Każdy mój wysiłek, walka z grzechem, dobry uczynek, mają sens tylko wtedy, kiedy robię to z myślą o Tobie, kiedy mam świadomość, że Ty możesz i chcesz obdarzyć mnie prawdziwym życiem, wolnym od grzechu, lęku i śmierci.

Panie, Ty możesz wszystko. Twoja moc jest w stanie wypełnić mnie tak bardzo, bym był w stanie sprostać wszystkim trudom, które czekają mnie na mojej drodze życia.

Daj mi swoją łaskę, abym mógł mężnie stawiać czoła temu wszystkiemu, co oddala mnie od Ciebie! Nie pozwól mi polegać tylko na własnych zdolnościach! Pozwól mi uznać, jak bardzo Ciebie potrzebuję!

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.

Werset: Bartymeusz słysząc, że to Jezus z Nazaretu, zawołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Mk 10, 47).

Ewangelia: Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i rzekł: „Zawołajcie go!” I przywołali niewidomego, mówiąc mu: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Powiedział Mu niewidomy: „Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus mu rzekł: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą (Mk 10, 46-52).

Panie, chcę całkowicie zdać się na Ciebie. Chcę jak Bartymeusz wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!

Chcę, nie zważając na opinię innych, robić wszystko, aby zbliżyć się do Ciebie. Chce, abyś mnie zauważył. Chcę, abyś pokazał mi swoją moc. Pragnę widzieć Twoja potęgę, Panie… w moim życiu…

Proszę Cię, Jezu, uzdrów mnie z mojego niedowiarstwa. Ulecz to wszystko, co nie pozwala mi uznać Ciebie za mojego Pana i Zbawiciela, co nie pozwala mi widzieć cudów, które działasz w moim życiu.

Potrzebuję Cie, Panie. Potrzebuję Twojej łaski i Twojej mocy.

Uzdrów mnie, Panie, a będę zdrowy. Zbaw mnie, a będę zbawiony, bo Ty jesteś moją chlubą (Jr 17, 14).

Pewien człowiek po śmierci stanął przed Bożym sądem. Pan Jezus zabrał go nad brzeg morza, gdzie na piasku były ślady jego stóp, znak kroków , które postawił za życia. Obok śladów były wytyczona druga ścieżka;
– Widzisz – powiedział do niego Pan Jezus – w każdej sytuacji twojego życia byłem obok ciebie.
Kiedy tak szli dalej, zaczęły pojawiać się miejsca, gdzie była odbita tylko jedna para stóp. Uczeń Jezusa zorientował się, że to są momenty, w których było mu w życiu najtrudniej. Zwrócił się z pretensją do Pana:
– Panie, w najtrudniejszych momentach mojego życia zostawiałeś mnie samego!
– Chodź i przyjrzyj się – powiedział Jezus łagodnie, ale stanowczo – te ślady są głębsze. To ślady Moich stóp. W najtrudniejszych monetach twojego życia niosłem Cię na rękach.
Już wiemy, że potrzebujemy mocniejszego. Potrzebujemy Jezusa, który zaniósł nasze grzechy na krzyż. Potrzebujemy Jezusa, żeby nas nosił, kiedy jest nam najtrudniej. Sami nie jesteśmy w stanie pokonać swoich słabości.
W liturgii Bożego Narodzenia czytamy fragment z proroctwa Izajasza: „Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju. Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic (Iz 9,5n)”. Prorok, mimo że pisze o dziecku, nazywa go BOGIEM MOCNYM. Jezus jest już od swojego narodzenia Bogiem Mocnym, który nie zostawia mnie samego, a w najtrudniejszych życiowych chwilach nosi mnie na rękach.
W proroctwie Izajasza o cierpiącym słudze Jahwe, Pan zapowiada nagrodę: „Zacny mój sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie. Dlatego w nagrodę przydzielę mu tłumy i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A on poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami”.
Po swojej krzyżowej męce dostał od Ojca nagrodę: Kościół! Nas! Myśląc o Kościele często stają nam przed oczami wspaniałe barokowe świątynie, gotyckie katedry, biskupi, księża we wspaniałych szatach. Piękna architektura jest dobra, znamy wielu wspaniałych księży, ale nie w tym tkwi świętość Kościoła. Kościół jest święty świętością swojego założyciela, Jezusa Chrystusa. Jesteśmy świętą wspólnotą grzeszników. Chrystus zapowiedział Piotrowi: „Ty jesteś Piotr, czyli Skała i na tej Skale, zbuduje mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą”. O nas, obecnych tutaj w kościele przy Krakowskim Przedmieściu, mówi Pismo: „Wy jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego światła swojego”.

Na poprzednich adoracjach krzyża naszymi przewodnikami byli Maryja i Jan Chrzciciel. Maryja, która mówiła do sług w Kanie: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” i Jan Chrzciciel, który głosił: „Idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów”. Maryja i Jan byli w pełni oddani misji, która im powierzono: misji wskazywania na Chrystusa. Są wzorami dla nas, współczesnych apostołów. Do każdego i każdej z nas, do Kościoła mówi Pan: „Pójdź za Mną!”. Nie żąda od nas poprzedzania Go, ale pokornego podążania za Nim, wskazując na Jego moc, na Ojca, który Go posłał i na Ducha, który od nich pochodzi.

<br>