Kościół = wspólnota grzeszników


Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego?
(Jk 4, 12)Jest w mojej naturze coś takiego, że gdy mam wytknąć błędy drugiego człowieka, zrobię to z łatwością a nawet ze swego rodzaju przyjemnością – po prostu jestem w tym dobry. Tak, rachunek sumienia robię świetny. Dziś modni są eksperci więc i ja będę jednym z nich – ekspertem od robienia cudzych rachunków sumienia. Gotów jestem pracować, wydając opinie nawet za darmo, bo po prostu lubię to robić i przychodzi mi to z łatwością. Jest tylko jeden mały problem, ten Kościół, który ciągle się przyczepia i mówi: chcąc naprawiać zwariowany, grzeszny świat nie naprawiasz go w sobie ale na siłę zmieniasz go innym – nie rób tego!

Chcesz postawić świat na nogi a wywracasz go nogami do góry! Czy to znaczy, że w ogóle nie wolno mi widzieć dobra i zła w innych? Bynajmniej. Jestem uzdolniony do tego by oceniać i muszę to robić ale nie wolno mi osądzać a – będę szczery – sędzią jestem wybornym.

W ostatnią niedzielę w czasie Ewangelii usłyszałem między innymi te słowa: Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3, 17). Gdy zastanowiłem się przez chwilę nad tym fragmentem, najpierw poczułem się zawstydzony a potem mocno się zasmuciłem. Dlaczego? Ponieważ Boga – Człowieka, który jako jedyny miał prawo sądzić, zmusiłem do zamknięcia ust. Głosił Królestwo Boże tylko trzy lata. Jak dla mnie o trzy za dużo. Więc zamęczyłem Go i przybiłem do krzyża tak mocno, by nie mógł się ruszyć.

A co On na to? Królując z tego przedziwnego tronu nie dość, że nie narzekał, ale jeszcze prosił o przebaczenie dla mnie, modlił się za mnie i za mnie umarł. Nie dla jakiejś tam sprawy, nie dla kogoś tam, nie dla jakiegoś widzimisię. Dał się przybić żebym ja się ocknął i otrząsnął z zatwardziałości. Tkwię w niej, choć jej nie znoszę. Nie jestem szczęśliwy, więc staram się, by i innym szczęście odebrać.

A Jezus mówi do mnie z krzyża: Spójrz na mnie. Widzisz? Nie mogę się ruszyć. Ale nawet jeśli przed chwilą trzymałeś w ręce młotek i biłeś ile sił, nie przestałem cię kochać.

Jezu, jestem słabym grzesznikiem, sędzią innych, ciągle nieszczęśliwym człowiekiem. Jedyne, co mogę, to prosić Cię: przebacz mi bo bardzo żałuję, kochaj mnie i przemieniaj…