Ósme słowo #3 – Opuszczenie (rozważania i zdjęcia)


Nieraz w życiu dotyka nas samotność. Uskarżamy się na to, że inni nas opuścili – boli to zwłaszcza, gdy chodzi o najbliższych. Niejednokrotnie czujemy żal do Boga, że On również oddalił się od nas. Wtedy w gniewie lub zmęczeniu powtarzamy słowa: “Eli, eli, lema sabachthani”. Czy jednak nie jest tak, że to my sami upadamy i – pogubieni – oddalamy się od Tego, który najlepiej wie, czym jest opuszczenie?

1.

Boję się, wszystkiego się boję, patrzę czasami na Krzyż, ale uciekam od widoku wiszącego na Nim Jezusa. Ciśnie się na moje usta wiele pytań… Czy Bóg jest? Gdzie jest? Chyba już nie wierzę… Dlaczego w domu rodzice ciągle piją, kłócą się, mam już ich dosyć, dosyć siebie, rodziny. W szkole, na uczelni, w pracy,… czuję się samotny, zamykam się na innych, boję się, ciągły ból głowy, mięśni, cierpię! Ciągle pytam gdzie Boże jesteś? Oprócz bólu fizycznego odczuwam w sposób dotkliwy ból psychiczny zadawany przez moich rówieśników. Czuję się jak trędowaty, nikomu niepotrzebny, bez przyszłości. Nie wiem co to miłość? Wołam, gdzie jesteś Boże?

Dlaczego milczysz? Właściwie to tylko milczysz. Jedna wielka cisza, która nie daje mi spokoju. Do tego odczucie braku Ciebie, totalny brak obecności Boga – ciemność, rozpacz, ból…

2.

Gdzie jest Bóg? Jeśli na świecie jest tyle zła, są ludzie głodni, spragnieni, bezdomni, wygnańcy i uchodźcy, Gdzie jesteś Boże? Nie wiem, nic nie wiem, nie rozumiem… Gdzie jesteś Boże, gdy niewinni ludzie umierają z powodu przemocy, a chrześcijanie oddają nieustannie życie za wiarę? Na świecie tyle terroryzmu, wojen, ludzie ciągle się nienawidzą, są podzieleni. Gdzie jest Bóg, kiedy bezlitosne choroby zrywają więzy życia i miłości? Gdy dzieci są wyzyskiwane, kiedy cierpią. Gdzie jest Bóg w obliczu niepokoju, wątpiących i dusz strapionych, kiedy brat rani brata? Boże gdzie mam Cię szukać… nie umiem, nie wiem, chyba już przestałem…

3.

Gdzie jest Bóg… widzę Go przed sobą. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi – tak mówi o Nim prorok Izajasz. Jest na krzyżu sam. Judasz Go zdradził. Piotr się Go zaparł. Ja miałem ważny powód, żeby nie iść na niedzielną Mszę, żeby odłożyć spowiedź, żeby tego dnia zrezygnować z codziennej modlitwy.

Nie ma On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał –  Jezu na krzyżu nie jesteś  atrakcyjny, ani medialny, ani popularny. Wcześniej, gdy wjeżdżałeś do Jerozolimy tłumy witały Cię owacjami, a dziś…. Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą. Wielu Żydów czekało na Mesjasza – super bohatera, który w pojedynkę rozbije armię rzymską. Nie doczekali się. Przyszedłeś Jezu i pokazałeś inną drogę. Faryzeusze nie chcieli takiej drogi. Saduceusze – nie chcieli takiej drogi. Uczeni w Piśmie – nie chcieli takiej drogi. Judasz nie chciał takiej drogi. A ja …

Wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic …. Może to nie Ty mnie opuściłeś, ale ja opuściłem Ciebie, Boże? Jezu, Ty odpowiadasz na moje cierpienie, mój krzyk o pomoc inaczej niż oczekiwałem….

4.

Bóg odległy, ten który wymaga ode mnie ciągłego czczenia jego samego. Nieznający cierpienia, chociażby matki patrzącej na śmierć swojego syna, nieznający tortur i męki, która przyprawia o śmierć. To nie jest mój Bóg.

Moim Bogiem jesteś Ty  Jezu Chryste – Bogiem, który przez miłość do mnie stałeś się człowiekiem, żeby doświadczać razem ze mną codziennych przeszkód, żeby być ze mną w moich cierpieniach i radościach, smutkach i sukcesach…

Zrobiłeś to wszystko, by być ze mną…

Zapłatą za grzech jest śmierć … tak wiele ich w moim życiu, a każdy z nich ma swoją cenę jaką jest śmierć, … ktoś musiał umrzeć.  Wziąłeś na siebie mój grzech i wymieniłeś Twoje życie za moje. Umierasz za mnie, ponieważ mnie kochasz. Boże, jak bardzo chcę Ci dzisiaj podziękować za to, że jesteś, za to, że stałeś się człowiekiem, że tak bardzo przejąłeś się moim życiem. To wszystko robisz dla mnie. Dziś stoję pod krzyżem, na którym jesteś przybity i widzę jak ciągle wiele jest cierpienia na świecie, ogrom niesprawiedliwości, ciągła walka o przetrwanie i gonitwa za „lepszym” życiem w dostatku. Czasami wydaje mi się, że w tym wszystkim zagubiłem sens, czasami wydaje mi się, że nie ma celu do którego biegnę. Biegnę, ale tak jakby z opaską na oczach nie widząc i nie wiedząc, gdzie jest koniec tego wszystkiego, za czym podążam. Boże, pokaż mi ścieżkę, którą mam kroczyć, poprowadź mnie za rękę, żebym znów nie potknął się o kolejny grzech. Jesteś moim Przyjacielem, Tobie ufam, przeprowadź mnie przez życie.

5.

Tak często czuję się samotny, przygnębiony, słaby. Nie mam nikogo, kto by mnie zrozumiał. Ale przecież Ty na krzyżu byłeś sam, słaby, umęczony, nie było nikogo kto by Cię rozumiał. Znasz moją sytuację lepiej, niż mi się wydaje. Mimo oporu z mojej strony, nie poddajesz się, walczysz o minie i o każdego człowieka do samego końca.

Mówisz: Ojcze, w ręce Twoje powierzam Ducha Mego – modlisz się; kiedy wszyscy z Ciebie szydzą, Ty modlisz się za nas do Ojca, za nas wszystkich składasz siebie w ofierze, stajesz się zapłatą za nasze grzechy, za moje grzechy. Jak wielka to cena, jak potężną ofiarę złożyłeś za mnie.

W tej godzinie śmierci, ty nieustannie trwasz przy Ojcu. Jezu, naucz mnie tak się modlić. Modlitwa,  sprawia mi wiele trudności,  często nie rozumiem co mówię, nie widzę sensu. Naucz mnie powierzać się Ojcu tak, jak Ty to czynisz, chcę być lepszym człowiekiem, nie chcę już krzywdzić innych, potrzebuję przewodnika, niech wszystkie moje decyzje, działanie poprzedza modlitwa, … trwanie przy Tobie…

6.

„Jakże jest wielka, o Panie, Twoja dobroć, którą zachowujesz dla tych, co się boją Ciebie, i okazujesz tym, co w Tobie szukają ucieczki (na oczach synów ludzkich)”

Tak, bardzo chcę szukać ucieczki w Tobie Boże Ojcze, zawierzyć się Tobie, tak jak Jezus, który w godzinie śmierci powierzył Ci Swego Ducha. Jesteś dobry, dbasz o swoje dzieci, więc wiem, że to moje zawierzenie się Tobie będzie dla mnie czymś najlepszym. Wiem, że Ty potrafisz zadbać o mnie lepiej, niż ja sam.

Wiem to… a jednak… coś jakby mnie powstrzymuje. Blokuje mnie świadomość moich win, niechęć  przed trudem jaki będę musiał pokonać na drodze mojego nawrócenia, moje wady, słabości. Czy to nie zuchwałość, być w takim stanie, w jakim jestem i zawierzyć Ci się, liczyć na Twoją dobroć i prosić Cię o opiekę? Chyba nie jestem jeszcze na to gotowy….

Ale czekanie z tym aż będę gotowy nie ma sensu!  Nigdy nie będę wystarczająco gotowy, a na pewno bez Ciebie nie uda mi się pokonać moich słabości, nie mogę być sam dla siebie wybawicielem.

Dlatego chcesz, żebym zawierzył Ci się w takim stanie, w jakim jestem teraz. Mimo moich trudności, grzechów, zranień.

Dziś tak jak Ty Jezu chcę zawołać: Ojcze, w Twoje ręce zawierzam siebie. Chcę zrobić to świadomie tu i teraz. Jestem Twój, Tobie zaufałem. Daj mi proszę, swojego Ducha bym mógł to uczynić i zaczął doświadczać Twojego wybawienia.