Rekolekcje lektorskie
Jednym z ostatnich etapów Kursu lektorskiego są rekolekcje wakacyjne. Tak to już jest, że sporo młodych ludzie na wieść o tygodniu spędzonym w seminarium na skupieniu rekolekcyjnym dostaje wysypki, nagłej gorączki albo próbuje się z nich jakkolwiek wykręcić, podtrzymując na przykład wiekową tradycję w swojej parafii, że żaden nie był na rekolekcjach i został przecież wypromowany na lektora, albo że udział w rekolekcjach nie jest koniecznie niezbędny do ukończenia Kursu lektorskiego. Są też tacy, którzy czekali na ten czas, chcąc spędzić nietypowo część wakacji i może od nich powinienem zacząć! Wielu przyjechało ze szczerą chęcią zatrzymania się i popatrzenia na swoją relację do Jezusa Chrystusa.
Kiedy już jedni i drudzy dotarli, rozpoczyna się naprawdę szalony czas. Pobudka o świcie, brewiarz, medytacja nad fragmentem Ewangelii, grupki dzielenia, Msza św., konferencja, zajęcia ze śpiewu i emisji głosu, z liturgiki oraz biblistyki no i oczywiście piłka, gry, kawki, herbaty, filmy, a na koniec dnia godzinna adoracja przed Najświętszym Sakramentem. Dementuję też plotki, jakoby w seminarium nie było posiłków i trzeba było wyżyć przez cały tydzień tylko na jednej tabliczce czekolady, której nie przechwycili klerycy w momencie zapisów na furcie seminaryjnej.
Wydawałoby się, że to trudny czas: bardzo intensywny, monotematyczny (a więc nudny) no i długie godziny spędzone w naprawdę twardym klęczniku. Doświadczenie (a więc wzięcie udziału) pokazuje, że to nie do końca tak. W tym miejscu chciałbym oddać głos niektórym uczestnikom rekolekcji:
Pierwsze dwa dni były hm..nudne? Ale potem zobaczyłem, że jednak nie. Były takim wprowadzeniem. Wprowadzeniem do tego, aby OTWORZYĆ się na Boga. Kiedy robiło się ciemno i szliśmy spać myślałem: Nie mogę się już doczekać jutra. Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z Panem. Czasem nie mogłem wytrzymać i „leciałem” w nocy do kaplicy, aby tylko być z Jezusem. Na prawdę niesamowite przeżycia. Te rekolekcje pokazały, że bycie z Bogiem to nie „klepanie” modlitwy, ale żywa rozmowa z Nim. Rozmowa z najlepszym przyjacielem – Jezusem. Pozdrawiam wszystkich.
(Michał M.)
Na początku chciałem się wykręcić od tych rekolekcji, ale już pierwszego dna jak poznałem współlokatora od razu inaczej na nie spojrzałem. Pierwsze dwa dni przeleciał bardzo szybko, niezauważone i wtedy zacząłem sobie uświadamiać, że jak w końcu jestem na tych rekolekcjach to trzeba coś z nich wynieść żeby nie były czasem straconym… Co do Boga trudno mi się wypowiadać (taki jestem), lecz z perspektywy czasu dostrzegam Go w osobach które spotykałem na swojej drodze, w osobach, z którymi się modliłem, jadłem, śmiałem się czy spędzałem wolny czas. Szkoda tylko, że nie wszystkich mogłem poznać… Bardzo dobrze, że ten czas był tak zorganizowany i chociaż nie było dużo odpoczynku to nie ma na co narzekać (wyśpię się po śmierci).
Z rzeczy czy osób, które jeszcze miło wspominam, należy wymienić: x. Piotra i jego nietypowe i bardzo przyjemne kazania, których będzie mi brakować na każdej mszy, mojego „szalonego” (w dobrym znaczeniu tego słowa) animatora
i o. Mateusza
, nasz pokój 67
i jego mieszkańców, jedzenie, no i całe seminarium jako miejsce… Więc na koniec za to wszystko co wymieniłem i to czego zapomniałem tutaj wymienić: -> CHWAŁA PANU!!!
(P.W.)
Gdy jechałem ulicą Modlińską do Seminarium myślałem sobie: „Pewnie będą jakieś sztywniaki, które będą chodziły jak patyki.” Ale nie! Do dziś nie mogę przeżyć, że to trwało tak krótko. Bo moim zdaniem powinno trwać co najmniej 2 tygodnie
Dziękuję Bogu za to, że mogłem uczestniczyć w tak świetnych rekolekcjach. Na pewno odmieniło to moje życie i pozostawiło ślad na sercu. Dopiero potem zauważyłem, że to długie siedzenie w kaplicy pomaga. Czułem się inaczej. Będę do końca życia wspominał ten czas, tych ludzi których poznałem. Jeżeli chodzi o czas wolny to tu mogę jeszcze bardziej rozwinąć temat
Spotkania w pokoju nr 67 były śmieszne, a w Antiquie jeszcze lepsze. Gra w karty, słuchanie muzyki z ostrym basem, wygłupy to było to
(Kuba Sienkiewicz)
Te rekolekcje nie były pierwszymi w moim życiu, ale tak naprawdę pierwsze, na których TAK dobrze poznałem BOGA. Co do spędzania całych rekolekcji nie było momentu, który by mi się nie podobał.
TO BYŁY MOJE NAJLEPSZE REKOLEKCJE W ŻYCIU.
(Andrzej Dulewicz)














