AK 2014: Ubóstwo codzienne


Adoracja krzyża 2014

Ubóstwo codzienne

14 marca

Jezu Chryste, mój Królu! Twoje ręce wzniosły się na krzyżu raz na zawsze. Ty zostałeś rozpięty między ziemią i niebem, żeby wprowadzić pokój… ale Ty nie dajesz pokoju tak, jak próbuje dawać go świat. Twój pokój nie płynie ze zniszczenia wroga siłą czołgów i bomb. Twój pokój to nie triumf przemocy i kłamstwa. Twój pokój płynie z pozornej klęski. Dla mnie przyjąłeś na krzyżu klęskę śmierci, żeby wyprowadzić z niej triumf życia!

Jezu! Tak często w mojej codzienności ponoszę klęskę pod ciężarem grzechu. Tak często daję się prowadzić egoizmowi, a przecież pragnę czegoś innego! Pragnę prawdziwego życia, pragnę prawdziwej miłości, pragnę niezawodnego światła! Ale pragnąc tego wszystkiego, zapominam o krzyżu. Mam pokusę uciekać od krzyża, albo udawać, że go nie ma. Boję się przyjąć klęskę. Boję się odrzucenia przez kolegów, koleżanki. Boję się, że ludzie uznają mnie za dziwaka, kiedy przyznam się do wiary w Ciebie, kiedy powiem im, że chodzę do spowiedzi, na Mszę świętą, że codziennie się modlę… Nie mam siły samemu dawać świadectwa miłości, a przecież bez niej moje życie nie ma sensu!

Z Twojej śmierci, Jezu, tryska życie. Proszę Cię, wyprowadź życie także z mojej śmierci, wyprowadź życie z mojej słabości i grzechu! Pomóż mi zobaczyć sens cierpienia!

Cierpienie daje nam możliwość upodabniania się do Jezusa i stawania się jedno z krzyżem. Jest to najwspanialszy sposób przybliżania się do Boga (Bł. Matka Teresa).

Jezus powiedział: Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem… Gdy ma się serce ciche i pokorne, gdy spełnia się wolę Boga, wszystko staje się o wiele prostsze i łatwiejsze do wykonania.

Chcę przyjąć Twoją miłość, Jezu! Każdego ranka zastanawiam się, jak dziś mam przyjąć Twoją miłość, ale nigdy nie mam gotowej odpowiedzi. Raczej szukam jej po omacku. Szukam próbując różnych rozwiązań. Czasem popełniam błędy. Największym i najczęstszym moim błędem jest niecierpliwość. Nie lubię czekać! Królestwo Boże powinno być wprowadzone natychmiast! Dlaczego, Jezu, po dwóch tysiącach lat, tylko co trzeci człowiek na ziemi słyszał o Tobie? Dlaczego ciągle tak niewielu zna Twoją historię, a jeszcze mniej osób doświadczyło prawdziwej przyjaźni z Tobą? Dlaczego? I dlaczego dla mnie przyjaźń z Tobą musi być ciągle tak wymagająca? Dlaczego kochając Ciebie i tęskniąc za Tobą, jednocześnie czasem zazdroszczę ludziom niewierzącym, którzy żyją tak, jakby Boga nie było?
Zazdroszczę im, że nie mają wyrzutów sumienia, że „wszystko im wolno”. Tęsknię za beztroską, sielanką, za jakąś bajkową krainą bez cierpienia i bez twardych zasad, która nie istnieje… Tęsknię za wolnością, ale tak trudno mi zaakceptować fakt, że nie ma wolności bez prawdy. A przecież to Ty, Jezu, jesteś Prawdą! A więc nie ma wolności bez Ciebie, Jezu!

Nie ma wolności bez Twojego krzyża! Nie ma wolności bez Twojego ubóstwa i bez miłowania wszystkich, nawet nieprzyjaciół!

On daje mi siłę. Kocham Go w ubogich i kocham ubogich w Nim. Bez Jezusa nasze życie byłoby bezsensowne, niezrozumiałe.
Ja nie robię nic. To On wszystko robi. Jestem tylko narzędziem w Jego ręku. Tego jestem bardziej pewna niż własnego życia.
Bóg stworzył wszystkich ludzi z miłości i nie przestaje ich kochać. Powinniśmy kochać Boga i siebie nawzajem tak, jak Bóg nas ukochał
(Bł. Matka Teresa).

+ Słowa Ewangelii według świętego Łukasza:
Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia z tego świata, Jezus postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: “Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?” Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: “Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz!” Jezus mu odpowiedział: “Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć”. Do innego rzekł: “Pójdź za Mną!” Ten zaś odpowiedział: “Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!” Odparł mu: “Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!” Jeszcze inny rzekł: “Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu!” Jezus mu odpowiedział: “Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”.

Ciągle zadaję pytania… dlaczego? dlaczego? jak to możliwe? czy to ma sens? Czuję, że te ciągłe pytania mnie dręczą i jakoś paraliżują. Wiem, że zadawanie ich jest stratą czasu! Ile dobra mógłbym spełnić z tym czasie! Ilu osobom powiedzieć o Jezusie… przecież największym nieszczęściem jest nie znać Zbawiciela! Przecież kiedy spotkałem Jezusa – moje życie od razu zaczęło nabierać sensu!Oczywiście natychmiast pozornie nic się nie zmieniło, ale jednak mój świat napełnił się kolorami! Moje problemy istnieją nadal, ale już mi tak nie ciążą. Dalej zdarza mi się grzeszyć, ale teraz ufam Miłosiernemu Jezusowi i wiem, że On jest ze mną i mnie podnosi!

Panie Jezu, Ty jesteś odpowiedzią na wszystkie moje pytania! Nie dajesz łatwych odpowiedzi Twoim uczniom, ale odpowiadasz całym swoim życiem. Odpowiadasz swoim pokornym ubóstwem: Ty nie masz nawet miejsca, gdzie mógłbyś skłonić głowę! Odpowiadasz swoją zgodą na cierpienie i śmierć. Teraz już wiem, że nie mogę pragnąć natychmiast wiedzieć wszystkiego. Ty wszedłeś ze swoim światłem w moją szarą codzienność. Uczysz mnie stopniowo rozpoznawać Twój głos. Uczysz mnie naśladować Ciebie w pokornej służbie, w ubóstwie, w wewnętrznej wolności. Żyjesz we mnie Jezu! Ta świadomość daje mi siłę i nadzieję! Już nie chcę ciągle oglądać się wstecz! Nie chcę zadawać niepotrzebnych pytań! Chcę należeć do Ciebie i Twojego Królestwa! Ty jesteś blisko i mnie oświecasz i umacniasz. Mogę z Tobą rozmawiać jak przyjaciel z przyjacielem… mogę po prostu z Tobą być!

Mamy wielką łaskę daną nam przez Jezusa: Eucharystię. Otoczcie ją miłością. Zatroszczcie się o to, aby przynajmniej jedną godzinę w tygodniu spędzić przed Najświętszym Sakramentem. O ile mogę pojąć wielkość Boga, o tyle Jego pokora jest dla mnie czymś niepojętym. Wszystko, co Bóg daje, to nie po to, aby zatrzymać dla siebie, ale by się tym dzielić. Im mniej mamy, tym więcej jesteśmy zdolni dać (Bł. Matka Teresa).

Oddałeś życie bym ja mógł żyć… Oddałeś wszystko… najpierw ogołociłeś się z potęgi swojego Bóstwa i stałeś się jednym z nas, a teraz oddałeś nawet to nędzne, słabe fizyczne życie. Oddałeś Twoje życie dla mnie i za mnie. Twoje wyniszczenie, Twoje ogołocenie, Twoje ubóstwo, Jezu, sprawiają, że wielu Tobą pogardza. Tak trudno zobaczyć w Tobie Boga, skoro tak bardzo się uniżyłeś. Mamy inny stereotyp „bóstwa”, dlatego wciąż skandalem jest Bóg, który króluje z krzyża.

Ale również tak trudno zobaczyć człowieka, zobaczyć brata w ludziach poniżonych, bezdomnych, bezrobotnych. Tak bardzo muszę za każdym razem walczyć z uczuciem pogardy i odrzucenia, jakie mam na widok nędzarzy. Mam pokusę osądzać ich, że „sami są sobie winni”, „że mają to, na co zasłużyli”. Pogardzać jest łatwiej niż pomóc. Ich widok także jest skandalem w moich oczach.

Uczucie odrazy jest ludzkie, ale jeśli potrafisz dojrzeć twarz Jezusa w przebraniu cierpiącego, będziesz świętym. Kiedy jesteś pełen radości, poruszasz się szybciej i pragniesz dzielić się dobrem ze wszystkimi. Radość jest znakiem jedności z Bogiem – znakiem Bożej obecności. Tak jak Bóg daje dobre rzeczy za darmo, tak i my winniśmy dawać za darmo potrzebującym (Bł. Matka Teresa).

W dzisiejszym świecie litość nie jest w cenie. A Twoje słowa, Panie Jezu, brzmią cały czas w moich uszach i moim sercu: Syn człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Czy Ty, Jezu, jesteś jednym z tych mieszkańców Dworca Centralnego, którzy nie mają nawet gdzie oprzeć głowy? Czy Ty jesteś jednym z tych, którzy mając rodzinę na utrzymaniu, ciągle nie mają pracy? Czy Ty jesteś, Panie, jednym z tych młodych, którzy mają zamknięte perspektywy rozwoju, którzy wegetują, staczając się na margines życia?

Niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię, a błogosławiony jest ten, kto we mnie nie zwątpi. Tak, Panie Jezu, Ty przychodzisz tam, gdzie wszyscy inni brzydzą się iść. Ty wchodzisz w samo centrum ludzkiej nędzy i słabości. Ty, jedyny Sprawiedliwy, wszedłeś w nasze morze niesprawiedliwości, w „Morze Martwe” naszego grzechu. Przyszedłeś, żeby jego wody znowu stały się czyste, słodkie, zdatne do picia; żeby ze śmiercionośnych stały się znowu życiodajne! Dla Ciebie, Panie, wszystko jest możliwe…

Świętość nie jest luksusem zarezerwowanym dla nielicznych; jest zwykłym obowiązkiem dla mnie i dla ciebie. Powinniśmy stawać się świętymi niezależnie od stanu życia, w jakim Bóg nas umieścił. Niezależnie od tego kim jesteśmy lub gdzie się znajdujemy, w tym miejscu powinniśmy przeżywać naszą świętość. Bóg nie żąda od nas sukcesu w każdej dziedzinie, lecz wierności. Jakkolwiek piękna będzie nasza praca, nie przywiązujmy się do niej. Bądźmy gotowi zrezygnować z niej w każdej chwili, nie tracąc pokoju ducha (Bł. Matka Teresa).

Jezu, mój najlepszy Przyjacielu, Ty znasz mnie lepiej niż ja sam siebie… Proszę, pomóż mi wytrwać na drodze Twojej miłości. Ucz mnie kochać i służyć tym, których mi dajesz, których spotykam w szkole, w pracy, na ulicy. Ucz mnie służyć moim najbliższym i w każdym człowieku widzieć Twoją Twarz, Jezu! Bo Ty stałeś się do nas podobny we wszystkim! We wszystkim oprócz grzechu… Przyjmij mnie do Siebie! Pomóż mi także upodobnić się do Ciebie we wszystkim! Wiem, że nie stanie się to natychmiast, od razu, ale przecież dla Ciebie nie ma nic niemożliwego… dlatego proszę Cię, Jezu bądź ze mną! Żyj we mnie i naucz mnie żyć w zgodzie z moimi najgłębszymi pragnieniami: żyć z Tobą i dla Ciebie! Bez Ciebie, Jezu, moje życie byłoby puste i jałowe. Z Tobą jest piękne!