Ubóstwo relacji


Adoracja Krzyża 2014

Ubóstwo relacji

11 kwietnia

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Na tej ostatniej w tym Wielkim Poście adoracji stajemy pod Krzyżem z całym ubóstwem tego, co między nami. Z ubóstwem naszych miłości, przyjaźni, wszystkich relacji, jakie mamy. Bardzo prosimy o wyłączenie telefonów komórkowych, aby nie zakłócały naszej modlitwy. Zachęcamy wszystkich do włączenia się śpiewy. Adoracja prowadzona zakończy się około godziny 21, po niej nastąpi czas adoracji w ciszy – osobistego spotkania z Chrystusem Ukrzyżowanym. Naszą modlitwę zakończymy o godzinie 22 błogosławieństwem relikwiami krzyża świętego. W rozważaniach towarzyszą nam święty Albert Chmielowski i błogosławieni małżonkowie Luigi i Maria Beltrame Quattrocchi.

Morze samotności. Pozornie w społeczeństwie, a jednak sami. Żyjemy przygniatani przez najrozmaitsze problemy. Wplątani w wir codzienności.

Z takiego odrętwienia wyrywa nas ktoś, kto przeszedł już przez to morze.  

Chrystus. Przywaleni ciężarem naszego życia zawsze możemy dostrzec Chrystusa leżącego obok nas. Właśnie sam upadł pod ciężarem krzyża w drodze na Kalwarię. Powstaje, by iść dalej. Pociąga nas za sobą. Zachęca nas by naszą samotność złączyć z jego.  Być z nim.

Szczyt swej samotności Chrystus przeżywa na krzyżu w momencie śmierci. Oddzielony od Ojca bezładną masą grzechu tuż przed śmiercią wydaje z siebie krzyk przenikający aż do szpiku kości. Eli, Eli lema sabachthani! Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Krzyk wołającego z całkowitej ciemności. Krzyk kogoś kto rozpaczliwie próbuje ujrzeć Tego, którego widział od zawsze. I teraz nie może Go dostrzec.

Chrystus przeszedł samotnie przez najgłębszą czeluść, jaką jest śmierć. Po to, byśmy my we wszystkich sytuacjach naszego życia mogli chwycić Go za rękę. Byśmy mogli uchwycić się Go szczególnie wtedy, gdy nie ma przy nas nikogo. On jest. On trwa.

 

Śpiew:  1. “Boska dobroci”;  2. “Chwała”

Ewangelia (J 18, 1-6):

„Jezus wyszedł z uczniami swymi z a potok Cedron. Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie. Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili. Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią. A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: «Kogo szukacie?» Odpowiedzieli Mu: «Jezusa z Nazaretu». Rzekł do nich Jezus: «Ja jestem». Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi. Skoro więc rzekł do nich: «Ja jestem», cofnęli się i upadli na ziemię.” (J 18, 1-6)

 

Śpiew: “Ogrodzie Oliwny”

 

I.

Góra Oliwna to czas, kiedy Jezus kontempluje Ojca podobnie jak w czasie kuszenia na pustyni. Pustynia była czasem nastawiania się na działanie. Na zaczerpnięcie potrzebnych do niego sił. Modlitwa Jezusa w Ogrójcu to nastawianie się na śmierć. Zarówno na górze Oliwnej, jak i na pustyni Syn przyjmuje na nowo i wyraźnie wolę Ojca. Stoi przed Nim samotnie. Oddaje się w Jego ręce po to, by On miał na Niego bezpośredni wpływ. Nałożył na Niego takie brzemię, jakie Mu się podoba. Oto Syn ukazuje, że wola Ojca ma dla Niego równie bezwzględne znaczenie w działaniu, co w cierpieniu. To cierpienie polega na poczuciu opuszczenia przez Ojca. Stanowi cenę, jaką musi ponieść za grzech, który w pewnym sensie również Jego samego oddala od Boga. Nie tak, jak nas. Lecz jako ból. To chwile szczególnie bolesne. Oto Ten, który jest Czysty spotyka się z grzechem w czystej postaci. Nie widzi jeszcze radości Zmartwychwstania. W momencie śmierci i przejścia przez piekło oddalenie osiąga apogeum.

 «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!»

                                                

Śpiew: “Zostań tu i ze mną się módl

 

II.

Jestem sam, Panie, tego wieczoru.

W kościele szum z wolna się uciszył

Ludzie się rozeszli

A ja wróciłem do domu

Sam.

 

Minąłem ludzi idących na spacer.

Przeszedłem koło kina,

Które wyrzucało swoją porcję tłumu.

Przeszedłem koło kawiarni,

Gdzie zmęczeni spacerowicze starali się przedłużyć radość życia.

Otarłem się o dzieciarnię bawiącą się na ulicy.

 

Dzieciarnia, Panie,

Dzieci cudze, które nigdy nie będą moimi.

Więc jestem, Panie.

Sam.

 

Cisza przygniata mnie.

Samotność gnębi.

 

Mam trzydzieści pięć lat, Panie,

Ciało takie samo, jak inni,

Ramiona zdolne do pracy,

Serce zachowane dla miłości.

Ale Tobie wszystko oddałem.

To prawda, że były Ci potrzebne.

Dałem Ci wszystko, ale ciężko było, Panie.

 

Ciężko dać swoje ciało,

Gdy ono chciałoby oddać się komu innemu.

Ciężko kochać wszystkich, a nikogo nie zachować dla siebie.

Ciężko ściskać czyjąś dłoń, a nie móc jej zatrzymać.

Ciężko rozbudzić czyjeś uczucie i Tobie je oddać.

Ciężko niczym być dla siebie, żeby być wszystkim dla bliźnich.

Ciężko zawsze dawać, a nie ubiegać się o to, żeby brać.

Ciężko wychodzić naprzeciw bliźnich, a wiedzieć,

Że nikt nigdy nie wyjdzie naprzeciw mnie.

Ciężko cierpieć za grzechy innych i nie móc odmówić słuchania i dźwigania ich.

Ciężko wysłuchiwać tajemnic, a nie móc podzielić się nimi.

Ciężko nieustannie dźwigać innych

I nie móc ani na chwilę pozwolić, żeby mnie inni dźwigali

Ciężko podtrzymywać słabych, a samemu nie móc oprzeć się na silnym.

 

Ciężko być samotnym.

Samotnym w obliczu wszystkich,

Samotnym wobec świata,

Samotnym w cierpieniu,

W śmierci,

W grzechu.

 

***

Synu, nie jesteś sam!

Ja jestem z Tobą.

Ja jestem Tobą,

Potrzebny mi jesteś.

Potrzebne mi są Twoje wargi, bym mógł dalej mówić,

Potrzebne mi jest Twoje ciało, bym mógł dalej cierpieć,

Potrzebne mi jest Twoje serce, bym mógł dalej kochać,

Potrzebny mi jesteś Ty, bym mógł dalej zbawiać.

Pamiętaj, że nie ma chwili, w której nie byłbym przy Tobie.

 

Panie Jezu, nieustannie wspierasz kapłanów, których posłałeś, by pomagali innym odnaleźć Ciebie. Nie opuszczasz tych, którzy mają na Ciebie wskazywać. Niech pełnią tę misję świadomi tego, że Ty stoisz u ich boku.

 

Śpiew:  “W swe ramiona mnie weź”

 

III.

Chcę kochać, Panie,

Potrzebuję miłości.

Cały jestem pragnieniem

Moje serce i moje ciało tęsknią w nocy za kimś, kogo kocham.

Moje ręce plączą się ze sobą, nie mogąc uchwycić mej miłości .

Jestem sam a tak bardzo chcę żeby nas było dwoje.

Mówię lecz nikt mnie nie słucha.

Żyję lecz nie mam z kim dzielić mego życia.

Na co komu bogactwo, gdy nie ma kogo ubogacać?

Skąd pochodzi ta miłość?

Dokąd zmierza?

Chcę kochać Panie,

Potrzebuje miłości.

Tego wieczora spójrz Panie na całą moją miłość, niepotrzebną nikomu.

 

Posłuchaj, synu,

Ucisz swe myśli i w ciszy rozpocznij długą wędrówkę w głąb twego serca.

Idź obok twojej miłości, tak jak idzie się wzdłuż strumienia, by odnaleźć jego źródło,

A na samym końcu, głęboko w Tobie, w nieskończonej tajemnicy twej zbolałej duszy, odnajdziesz mnie,

Bo to ja jestem miłością, synu.

Od początku nie jestem niczym innym, jak tylko miłością.

A miłość ta jest w tobie.

To ja sprawiłem że kochasz,

Że kochasz wiecznie,

Twoja miłość dosięgnie miłości, która jest Ci przeznaczona;

Nie lękaj się, ona idzie do Ciebie, od samego początku jest w drodze, a jest to droga mojej miłości.

Musisz poczekać aż przyjdzie,

Już się zbliża

Ty też się zbliżasz,

Rozpoznajcie się

Bo stworzyłem jej ciało dla ciebie, a twoje dla niej.

Uczyniłem twoje serce dla niej a jej dla ciebie.

Szukacie się nawzajem w ciemności ,

W „mojej ciemności”, która stanie się światłem jeśli mi zaufacie.

Zachowaj siebie dla niej, synu,

Tak jak ona zachowuje siebie dla ciebie.

Zachowam was dla siebie nawzajem.

Uwierz mi nauka miłości wymaga długiej praktyki,

Nie ma różnych odmian miłości:

Miłość jest zawsze wychodzeniem poza siebie, by podążyć ku innym …

 

Spędziłeś Panie całe swe życie na ziemi poszukując człowieka, aby nie musiał być sam. Pomóż mi pamiętać, że zawsze jesteś przy mnie. Naucz mnie kochać, tak jak tylko ty potrafisz.

 

Śpiew: “Nie ma większej miłość lub Bóg jest miłością”

 

IV.

Właśnie przed chwilą odłożyłem słuchawkę.

Dlaczego dzwonił ?

Nie wiem… A, przypominam sobie ….

Mówiłem tak dużo i prawie nie słuchałem.

Przebacz mi, Panie. Zamiast dialogu prowadziłem monolog .

Wyjaśniłem, o mi chodzi, ale nie dałem mu dojść do słowa;

Nie słuchałem, więc niczego się nie nauczyłem,

Nie słuchałem wiec w niczym nie pomogłem,

Nie słuchałem więc nie rozmawialiśmy.

 

Przebacz mi Panie, bo byliśmy blisko, Teraz jesteśmy daleko.

 

Panie Jezu, proszę Cię pomóż mi żyć tak, by drugi człowiek był dla mnie ważniejszy ode mnie samego. Pomóż każdemu z nas odkrywać, że nie ma ciemności, z której nie możesz nas wyrwać. Daj nam dostrzegać, że samotność może być podstawowym miejscem spotkania z Tobą.

 

Śpiew: “Jezu Tyś jest”

 

V.

Stał na środku ulicy ,

Zataczając się i śpiewając, najgłośniej jak potrafił, ochrypłym głosem pijanego człowieka.

Ludzie odwracali się i zatrzymywali, rozbawieni.

Z tyłu podszedł cichy policjant,

Chwycił go mocno za ramię i zabrał na posterunek.

On dalej śpiewał.

A ludzie śmiali się.

 

Ja się nie śmiałem, Panie.

Myślałem o jego żonie, która na próżno oczekuje go przez całą noc.

Myślałem o wszystkich innych pijanych ludziach w tym mieście,

Tych w klubach i tych w barach, tych na imprezach i tych w swoich pokojach.

Myślałem o ich powrotach do domu w środku nocy;

O przerażonych dzieciach

O pustych portfelach

O uderzeniach

o krzykach

o łzach

Myślałem o dzieciach które urodzą się z pijanych objęć.[….]

 

Za tego pijanego groteskowego klauna, który stał na środku ulicy,

Za upokorzenia i łzy jego żony

Za przerażenie i płacz jego dzieci

– Panie miej miłosierdzie dla mnie, że zbyt często odwracałem wzrok. Niech wszystkie dzieci wychowujące się bez ojców, czy matek. Wszyscy rodzice wychowujący swe potomstwo samotnie. Ci opuszczeni przez rodziny i odrzuceni przez przyjaciół niech odkrywają, że mają w Tobie Ojca. Że Ty jesteś Bogiem bliskim. Emmanuelem, to znaczy jesteś Bogiem z nami.

 

Śpiew: “W swoim wielkim miłosierdziu”

 

VI.

Poszedłem na spacer Panie

Ludzie wychodzili z domów.

Przychodzili i odchodzili, szli  i biegli.

Wszyscy się spieszyli – samochody , ciężarówki, ulice cale miasto.

Ludzie pędzili by nie stracić czasu.

Gonili czas,

Żeby zdążyć na czas

Żeby zyskać na czasie

 

Do widzenia panu, proszę mi wybaczyć, ale nie mam czasu.

Muszę kończyć ten list, nie mam czasu.

Naprawdę chciałbym ci pomóc, nie mam czasu.

Chciałbym się modlić, nie mam czasu.

 

Rozumiem, Panie, oni po prostu wcale nie mają czasu.

Dziecko się bawi, nie mam teraz czasu… Potem…

Uczeń musi zrobić zadania, nie mam czasu… Potem…

Młodzi po ślubie mają nowy dom, muszą go urządzić, nie mają czasu… Potem…

Dziadkowie mają wnuki, nie mają czasu… Potem…

I tak oto wszyscy ludzie gonią czas, Panie.

W pośpiechu biegną przez życie. Potrącani przez innych. Przepracowani. Samotni.

 

Ty zawsze masz czas, Panie. Zawsze na nas czekasz. Nie męczysz się czekaniem. Podobnie jak nie męczysz się przebaczaniem.

Pomóż mi w gonitwie dnia codziennego pamiętać o tym, że Ty nieustannie jesteś ze mną. Że zawsze mogę z Tobą porozmawiać. Że zawsze mogę na Ciebie liczyć.

 

Śpiew: “W swoim wielkim miłosierdziu”

 

VII.

Spójrz na ten pieniądz. Przeraża mnie. Chryste Ty znasz jego tajemnice, jego historię. Przeraża mnie, bo musi milczeć.

Nigdy nie opowie o tym wszystkim, co się za nim kryje. Nigdy nie ujawni wszystkich zabiegów i wysiłków, które za nim stoją. Wszystkich rozczarowań i upokorzeń.

Przez ile przeszedł dłoni, Panie? I czego dokonał w czasie tych długich niemych wędrówek?

Ofiarował białe róże promieniującej z radości narzeczonej. Zapłacił za przyjęcie chrzestne i wyżywił dorastające dziecko. Dzięki niemu panował śmiech wśród dzieci i radość wśród dorosłych. Zapłacił za wizytę u lekarza ratującą życie. Kupił podręczniki, z których uczą się dzieci. Ubrał małą dziewczynkę.

Ale wysyła też list, który zerwał zaręczyny. Zapłacił za zabicie dziecka w łonie matki. Kupił alkohol, który uzależnił pijaka. Wyprodukował film, którego nikt nie powinien oglądać. Zniszczył morale młodych, a z dorosłych uczynił złodziei. Na kilka godzin kupił ciało kobiety. Zapłacił za broń użytą do zbrodni i za drewno na trumnę.

Panie Ty dałeś przykład miłości doskonałej oddając swe życie na Krzyżu. Wezwałeś nas do miłości takiej jak Twoja. Pomóż nam kochać każdego człowieka tak jak Ty i sprawiedliwie dzielić się dobrami tego świata. Niech nie oddzielają one człowieka od człowieka. Ty bądź naszym największym skarbem. Ty jesteś naszą ostoją w największej samotności.

 

VIII.

Kocham Cię, o mój Boże, i moim jedynym pragnieniem jest kochać Cię aż do ostatniego tchnienia mego życia. Kocham Cię, o mój Boże, nieskończenie dobry, i wolę umrzeć kochając Cię, niż żyć bez kochania Cię. Kocham Cię, Panie, i jedyna łaska, o jaką Cię proszę, to kochać Cię wiecznie… Boże mój, jeśli mój język nie jest w stanie mówić w każdej chwili, iż Cię kocham, chcę, aby moje serce powtarzało Ci to za każdym moim tchnieniem.