DNA Miłosierdzia: Bóg się zbliża


Miłosierdzie naprawdę istnieje. Więcej, nie jest tylko mało znaczącym i wszędzie obecnym wyrazem. Jest bardzo konkretnym działaniem Boga w rzeczywistości ludzi. On – będąc dalekim – stał się bliski. Ten, który był Słowem, stał się ciałem.

Adoracja trwa do godziny 22:00. Przez cały ten czas istnieje możliwość przystąpienia do spowiedzi. Na koniec udzielane jest błogosławieństwo relikwiami Krzyża Pańskiego, które przechowywane są w naszym kościele.

Galeria zdjęć

Tekst rozważań

W tegorocznych adoracjach krzyża klerycy będą starali się przekonywać nas o tym, że miłosierdzie naprawdę istnieje. Więcej, nie jest tylko mało znaczącym i wszędzie obecnym wyrazem. Na modlitwie będziemy odkrywać, że Boże miłosierdzie jest bardzo konkretnym działaniem Boga w rzeczywistości ludzi. On – będąc dalekim i niedostępnym  – stał się bliski. Ten, który był Słowem – odległym zarządcą świata, stał się ciałem – czyli jednym z nas.

Miłosierdzie, ile razy słyszę to słowo. Miłosierdzie. Papież ogłasza Rok Miłosierdzia. Dużo o nim mówi. O miłosierdziu mówi do spowiedników, do kardynałów, do pielęgniarek opiekujących się chorymi, do polityków, do biznesmenów, do więźniów. Do wszystkich razem i do każdego osobno. Mówi także do mnie nauczyciela, kucharki, pielęgniarki, lekarza, kapłana, bibliotekarza, prawnika, sklepikarza, ucznia i studenta. Mówi do każdego człowieka . Zastanawiam się skąd się wzięło miłosierdzie. Dlaczego jest takie ważne. Dlaczego papież poświęca mu tyle uwagi? A także, skąd pochodzi owo miłosierdzie? Gdzie ma swój początek? W przeczytanej przed chwilą Ewangelii Jana słyszymy że „Na początku było Słowo. Wszystko przez nie się stało, a bez niego nic się nie stało”, ale co się tak naprawdę stało. Jakie to ma dla mnie znaczenie?

 

Jezus – Bóg, który stał się człowiekiem każdemu spotkanemu człowiekowi okazywał miłość i udzielał pomocy, dostosowanej do jego konkretnej sytuacji: uzdrawiał, przebaczał, ukazywał całą prawdę o człowieku i jego życiu, godności, powołaniu. Czynił to z całą miłością. Jezus był dobry dla wszystkich, dlatego „zbiegały się do Niego tłumy z całej okolicy”. Wielu zapraszało Go, aby u nich się zatrzymał, chociaż na chwilę.

 

To wszystko jest nadal aktualne. Jezus jest i chce być blisko mnie.

 

 

Może tu na ziemi czuję się ważny. Mam dom, dobry samochód, dobrą pracę, Nic mi na brakuje. A może zupełnie przeciwnie – nie czuję się pewnie. Jestem studentem, któremu ledwo udaje się sprostać trudnościom życia codziennego lub uczniem szkoły średniej przytłoczonym poczuciem, że powoli powinienem zachowywać się jak dorosły człowiek. A może jestem kimś zupełnie innym? A Bóg? Kto to jest Bóg? Czy On jest mi w ogóle potrzebny? Ciągle wracają w mojej głowie te pytania. A z drugiej strony czuję, że w moim życiu jest pewien zamysł. Wiem, że jest zaplanowane dla mnie jakieś szczęście. Wierzę, że jest ono ukryte w Bogu, któremu nie jestem obojętny, ale ciągle za mało w to wierzę. Ciągle za mało w to wierzę. Kim byłbym, jakby Bóg nie chciał mnie tak wywyższyć? Czy w ogóle bym istniał gdyby nie było Miłosierdzia Bożego?

Boże, jeśli tam jesteś, proszę Cię, zbliż się do mnie. Pragnę być blisko Ciebie, ale kroczę jakby w ciemności.

 

Schodzi do samego dna ludzkiej egzystencji i w tym miejscu pojawia się dla mnie światło. Jezu, jak bardzo potrzebuję światła twojego krzyża? Twojej miłości, która ukazuje się w Twoich ranach. Słowo miłości stało się aktem miłosierdzia. Jezu, Ty wykupiłeś mnie własna krwią. Uznając moją grzeszność, wziąłeś na siebie moją karę i przywróciłeś mi życie. Czy może być coś co bardziej ukazującego Twoje miłosierdzie niż twoje całkowite wyniszczenie za cenę mojego życia?

 

Ty znasz moje słabości i chcesz mnie wspierać w nich. One nie pozwalają mi żyć w pełni. Krępują moje pragnienie szczęścia. Boże, okaż mi swoje miłosierdzie i daj mi pełnię życia.

 

Ostatnio rozmawiałem z koleżanką. Mówiła mi, że po dłuższym czasie wróciła do wiary, do Kościoła. Mówi, że wierzy w miłosierdzie Boże, w to że Bóg jest samym dobrem i pragnie dla nas tylko dobra. Mówi o radości bycia kochanym przez Boga, o tym, że nie czuje się już taka samotna.

 

Ale… Ale z jedną rzeczą ma problem. Z jednym nie potrafi się pogodzić. Chodzi o spowiedź. Dlaczego skoro na świecie jest tyle cierpienia, tyle niesprawiedliwości, tyle zła, my musimy się jeszcze w konfesjonale oskarżać, osądzać i obwiniać? Czy i bez tego nieraz sięgnęliśmy w życiu dna? Czy nie pora wreszcie zwrócić się ku dobru, ku miłości zamiast skupiać się na złu oraz na grzechu?

 

Żyjemy w świecie w którym to człowiek jest miarą wszystkich rzeczy. Ludzkie sukcesy i porażki, ludzkie radości i smutki, ludzkie przyjemności i bóle… Takie przyziemne myślenie nie pomaga nam zrozumieć olbrzymiej Boskiej miłości do nas. Miłości, która przekracza wszystkie nasze kategorie. Miłości, która wyzwala od wszelkiego złego.

 

Czemu tak trudno jest mi zaufać Bogu do końca? Dlaczego nie wierzę, że Bóg może mnie naprawdę uwolnić od ciężaru moich grzechów? Dlaczego traktuję Jezusa jako pomoc w zbawieniu, a nie jako jedynego i prawdziwego Zbawiciela?

 

Dziś chcę Jezu przytulić się do Ciebie na krzyżu. Nie chcę już samemu zbawiać siebie, ani innych. Nie chcę zrozumieć dlaczego tak musiało się stać.  Chcę tylko uwierzyć do końca, że „Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas” i że tylko przez pójście za Tobą mogę dojść do pełnej miłości.

 

Bóg nie kocha nas przez jakichś pośredników, lecz osobiście zaangażował się w miłość wobec człowieka. Przyjąwszy ludzkie ciało Syn Boży wyraża miłosierdzie do człowieka poprzez konkretne słowa i widzialne czyny. Naszym Panem jest Jezus, który nie tylko uczył, aby być miłosiernym, ale sam okazywał miłosierdzie. Największe miłosierdzie względem wszystkich ludzi okazał wypełniając plan zbawienia. On został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia.

Panie, jak bardzo brak mi wiary.

 

Druga część adoracji:

Bóg posyła swojego Syna do nas, aby był z nami, tu na ziemi, a po 33 latach umarł na krzyżu za nas, za moje grzechy, które wziął na siebie. Po ludzku to nie ma sensu. Czy zrobił by to gdyby nie było miłosierdzia? Czy oddał by życie za moje grzechy? Nie. Nie zrobił by tego. Tu znajdujemy odpowiedź. Miłosierdzie istniało od zawsze, odkąd istniał Bóg.

Będzie prawdą jeśli zamiast oryginalnej wersji Ewangelii powiemy: na początku było miłosierdzie. Wszystko przez nie się stało, a bez niego nic się nie stało co się stało. Tak. Największy wyraz miłosierdzia, wcielenie. Bóg nie przyjął by ludzkiego ciała gdyby nie było miłosierdzia. Gdyby mnie nie kochał prawdziwą miłością.

„Na początku było Słowo” – Bóg posyła do mnie Słowo. Pełne miłości i ciepła. To które było na początku jest przy mnie. W niewyobrażalnej bliskości przychodzi, aby  dać mi swoje życie. Gdzie tu miłosierdzie? Ten który z miłości mnie stworzył, uniża się dla mnie. Przyjmuje słabe ciało i podejmuje za mnie trud dźwigania krzyża. Wszechmogący Bóg dla mojego zbawienia poddaje się uniżeniu.

Schodzi do samego dna ludzkiej egzystencji i w tym miejscu pojawia się dla mnie światło. Jezu, jak bardzo potrzebuję światła twojego krzyża? Twojej miłości, która ukazuje się w Twoich ranach. Słowo miłości stało się aktem miłosierdzia. Jezu, Ty wykupiłeś mnie własna krwią. Uznając moją grzeszność, wziąłeś na siebie moją karę i przywróciłeś mi życie. Czy może być coś co bardziej ukazującego Twoje miłosierdzie niż twoje całkowite wyniszczenie za cenę mojego życia?

Nie jesteśmy tu dla siebie anonimowi. Nie tylko siedzimy i klęczymy obok siebie. Każdy z nas, modląc się osobiście, omadla także życie osoby znajdującej się koło mnie. Jesteśmy dla siebie nawzajem świadkami: wyciszeni, walczący, ośmielający się na spowiedź.

Panie, widzę tych ludzi, którzy klęczą dookoła mnie. Oni nie wiedzą, co ja przeżywam i co się dzieje w moim życiu. Nikt poza tobą do końca tego nie zrozumie. Mimo to dziękuję Ci za nich. Dziękuje Ci za wszystkich bliskich mi ludzi: moich rodziców, rodzeństwo, przyjaciół i znajomych. Są dla mnie oparciem. Dzięki nim życie jest troszkę łatwiejsze. Dają mi poczucie, że należy iść do przodu i nie poddawać się. Ty Boże, to Ty postawiłeś ich ma mojej drodze