Maryja – pierwszy świadek Mistrza i ukochana Mama!


Dzięki Ci Jezu, że pozwalasz mi dziś trwać przy Twoim krzyżu. Dziękuje Ci za to, że pozwalasz mi po prostu przy Tobie być.

Jezu, kiedy chodziłeś po ziemi i wraz z apostołami przemierzałeś dalekie drogi, dokonywałeś licznych cudów. Tłumy garnęły się do Ciebie. Jak to powiedział jeden ze świętych: nieliczni dotykali Pana z wiarą, większość tłoczyła się do Niego. A jak jest ze mną? Czy rzeczywiście chcę dziś Pana dotknąć z wiarą? Czy tylko się do Niego tłoczę? W tym miejscu, w tym czasie Jezus naprawdę chce przyjść do mnie, chce uczynić mieszkanie w moim sercu. Bóg chce stać się obecny w moim życiu!!!

Panie Jezu, chcę dziś Ciebie dotknąć z wiarą, ale nie potrafię! Dotknij więc Ty mojego serca, Ty je przemieniaj, naucz mnie pełnić Twoją wolę, bo Ty jesteś moim Bogiem, niech mnie Twój dobry duch prowadzi po bezpiecznej równinie.  Panie, Twój dotyk przywracał zdrowie: głusi słyszeli, niemi mówili, niewidomi widzieli, chromi chodzili… Uzdrów i mnie. Potrzebuję Twojej pomocy, sam nic uczynić nie mogę.
JEZUS: Czy wierzysz, że mogę ci pomóc?
JA: Wierzę Panie.
JEZUS: Niech ci się stanie, jak wierzysz.

Widzisz Panie, że stoję przed Tobą. Wiesz jednak, że ja lubię spektakularność, a Ty, a Ty przez usta proroka mówisz do mnie: w ciszy i ufności leży wasza siła (Iz 30, 15b). Maryjo, ucz mnie, abym umiał na pierwszym miejscu mojego życia postawić Chrystusa, bo tylko wtedy wszystko inne zajmie swe właściwe miejsce. Sam chcę odsunąć się w cień. To przecież Ty nosiłaś Boga pod swoim sercem, Ty zgodziłaś się na to, aby On narodził się w Tobie. Ty Mu towarzyszyłaś i w młodości Tobie był poddany we wszystkim. Ty byłaś Jego Matką, a przecież nikt nie zna dziecka lepiej od Jego własnej Matki. Od Ciebie więc chcę się dziś uczyć, jak trwać przy Jezusie, aby On mógł we mnie dokonywać cudów swej łaski.

Panie, w pokorze i ufności w to, że mi pomożesz przynoszę pod Twój krzyż swój mały krzyżyk. Powiedziałeś: przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Dlatego przychodzę do Ciebie, abyś udzielił mi siły, dał mi trochę Twojej siły, abym umiał dźwigać swój krzyż. Daj mi siłę, która pomoże mi nieść mój krzyż. Chcę, żeby moje życie było łatwiejsze, prostsze, przyjemniejsze, pozbawione cierpienia…
MARYJA: Nie!!! Nie!!! To nie tak. Dziecko moje, myśli i drogi Boże nie są takie same jak ludzkie. Tak, to prawda, że naśladując mojego Syna i przyjmując moc i siłę, którą On daje, życie staje się inne, można nawet powiedzieć, że łatwiejsze, ale okupione krzyżem, krzyżem, którego niesienie nie jest już bezsensowne. Pomoc, jaką Bóg udziela człowiekowi sprawia, że cierpienie, życie przeżywa się inaczej. Jeśli człowiek zaprasza Chrystusa do swojego życia, czyli zarówno do radości, jak i do smutków, to jest ono całe przepełnione nadzieją. Nadzieją na to, że nic nas nie odłączy od miłości Chrystusowej. Utrapienie, ucisk lub prześladowanie, nagła wiadomość o ciężkiej chorobie czy inne trudne doświadczenie życiowe, to wszystko może cię powalić w każdej chwili, ale nie nigdy nie zwycięży ciebie, ponieważ Jezus jest z tobą, i to bez względu na to, czy dostrzegasz Jego obecność, czy nie. Co by się nie wydarzyło, pamiętaj, On zawsze towarzyszy tobie w twoim pielgrzymowaniu do nieba.

KILKA SEKUND CISZY I moje PYTANIE: Maryjo, jak więc ma wyglądać moje życie?

MARYJA: Wiedz, że cierpienie jest nieodłącznym elementem życia. Przeżywane w zjednoczeniu z Bogiem i w łączności z Kościołem ma moc oczyszczającą, oddala skupienie na sobie, jakby mówiło: zobacz, nie tylko ty cierpisz. Inni też doznają trosk. Spójrz, twoi koledzy z pracy, rodzice, przyjaciele, również cierpią, tylko nie zawsze o tym mówią, dlatego nam się wydaje, że w ich życiu nie ma trudności. Cierpienie nie polega na cierpiętnictwie. Naszym zadaniem nie jest szukać cierpienia, ale kiedy ono przyjdzie, umieć je przyjąć!
JA: Tak, to wszystko prawda, ale prawie zawsze słowa przychodzą łatwo, lecz zgodzić się sercem na doświadczenie cierpienia jest o wiele trudniej…

Panie Jezu, spoglądasz na mnie z krzyża. Wierzę, że umarłeś  za mnie. Historia Twojego życia nie kończy się jednak na krzyżu, sięga dalej, a kulminację osiąga w zmartwychwstaniu. Oddaję Tobie dzisiaj historię mojego życia, ja również wierzę, że zmartwychwstanę: ze słabości, z lęku, z grzechu, wierzę, że nastanie dzień, kiedy mój płacz zamieni się w radość.
Maryjo, Ty stałaś pod krzyżem, byłaś świadkiem śmierci swojego Dziecka. Ucz mnie tego, abym z pełną ufności nadzieją umiał przyjmować każdą śmierć moich poczynań, planów, zamierzeń, w których rozwoju pojawia się niespodzianie przeszkoda, której nie umiem obejść.
MARYJA: Ale przecież życie, to nie tylko cierpienie. Tak, niekiedy zbytnio skupiasz się na tym, w czym niedomagasz, na tym, jak inni cię skrzywdzili. Czy aby twoja relacja z Bogiem nie polega tylko na wyrzucaniu przed Nim swoich żalów? Daje ci przecież tyle radości…

Ewangelia: Mt 6, 25 – 34.
PIEŚŃ: Ps 62
JA: Teraz już widzę, że chyba zbytnio skupiam się na sobie. Maryjo, Twoje życie było takie Boże. We wszystkim szukałaś Boga, nawet wtedy, gdy cierpiałaś pod krzyżem swego Syna, a ja? Wiem jednak Matko, że Twoje życie przy Jezusie to nie tylko Golgota. Była też Kana, kiedy na weselu przemienił wodę w wino. Myślę, że byłaś szczęśliwa, na myśl o pierwszym cudzie Jezusa, dokonanym w dodatku za Twoim wstawiennictwem.
Matko, wiem, że moja modlitwa często polega na użalaniu się, mówieniu do Boga o swoich kłopotach, ale ja chciałbym, aby ich nie było, tzn. żeby było ich mniej, bo przecież bez cierpienia, bez krzyża, życie jest niemożliwe. Zawsze pojawi się ono na naszej drodze, prędzej czy później.
MARYJA: Módl się raczej o to, abyś umiał znosić krzyż, niż żeby go nie było, bo jak wiesz, towarzyszyć ci on będzie do końca życia. Kiedy będziesz umiał znosić udrękę, krzyż stanie się dla ciebie słodkim i lekkim brzemieniem. Pamiętaj!!! Bóg każdego obdarza krzyżem, ale nigdy nie daje takiego, którego z pomocą Bożej łaski nie zdołalibyśmy unieść.

JA: Panie Jezu, kiedy spoglądam na Twój krzyż, to odkrywam, że mój krzyż w porównaniu z Twoim jest tylko małym krzyżykiem. Ty potrafiłeś sprostać tak wielkiemu cierpieniu. Ty dźwigałeś całą ludzkość, a ja dźwigam tylko siebie i moje najbliższe otoczenie. Wiesz jednak, Panie, że czasem jest mi naprawdę trudno, a te moje krzyżyki wydają się być ogromnymi krzyżami. Jakże niełatwe do zaakceptowania jest znoszenie krytyki kierowanej pod moim adresem, problemy ze znalezieniem pracy, choroba w rodzinie, męczący lub monotonny dzień, pobudka o 500, niska pensję za żmudną pracę, problemy szkolne dzieci…? Bez Ciebie nie dam rady. Wiem, że dla Ciebie nie ma nic niemożliwego, dlatego proszę, pomóż mi…
MARYJA: Dla wierzącego zawsze jest nadzieja. Postaraj się nie stawiać Bogu warunków, a niejednokrotnie miło się zaskoczysz. Każde nasze doświadczenie powinno być cegiełką, z której będziemy potrafili zbudować mądrą przyszłość. Nie zrażaj się!!! Sztuka podążania za moim Synem jest szkołą całego życia, ale pomimo, że jest to długa droga, nie jest ona równoznaczna z biernym oczekiwaniem na to, że pewnego dnia wszystko już stanie się łatwe. Podążanie za Jezusem, to ciągłe zmaganie się ze sobą, cena porzucenia doczesności na rzecz nadziei nagrody odłożonej dla nas w niebie. Próba życia według wskazań Ewangelii to nie tylko radość z tego, że Jezus jest blisko, ale to codzienny trud wybierania prawdziwego dobra. Zatem, dziecko moje, postaraj się zaufać Jezusowi i pozwól Mu prowadzić siebie.

JA: Jezu, trudno mi zrozumieć krzyż, który mi dajesz. Być może nigdy go nie zrozumiem, za to chcę go dziś zaakceptować i przyjąć, bo jest mi on dany od Ciebie z miłości do mnie. Chcę już teraz zgodzić się na to wszystko, co będzie miało miejsce w mojej przyszłości: niezrozumienie, samotność, ciemność wewnętrzną, opuszczenie, zdradę, ale również radość, miłość, ciepło rodzinne, przyjaźń, wewnętrzny pokój… Do swoich doświadczeń chcę zaprosić i Ciebie, Maryjo. Ucz mnie, jak radzić sobie z sytuacjami, których po ludzku nie pojmuję, wszak chwila zwiastowania była dla Ciebie momentem, który najtrudniej było pojąć; pomagaj mi zaufać Bogu, tak jak Ty Mu zaufałaś i zawierzyłaś. Pomagaj mi także radzić sobie z krytyką, tak jak Ty to robiłaś, kiedy niesłusznie powątpiewano o Twoim dziewictwie… Wreszcie wspomagaj mnie w czasie nużącej codzienności, którą Ty, Matko, tak dobrze rozumiesz. Przecież życie Jezusa to nie tylko głoszenie Dobrej Nowiny, krzyż i zmartwychwstanie, ale to także Jego dzieciństwo, dorastanie, chodzenie do szkoły i zabawy z rówieśnikami, śmierć Józefa, męcząca praca cieśli w warsztacie. Maryjo, proszę Cię, prowadź mnie przez moją codzienność do Jezusa!
MARYJA: Zarówno wszystkie twoje doświadczenia, te piękne i te trudne, jak i twoja codzienność, oddane Jezusowi, mogą stać się najlepszą modlitwą, jaką możesz na ziemi zanosić do Boga. Dlaczego tyle ze Mną mówisz o twoim bólu? Przecież przeżywasz i chwile szczęśliwe… W radościach często nie potrzebujesz Boga, nie zapraszasz Go do siebie, gdy ci dobrze, natomiast wzywasz Go, gdy cierpisz. Tymczasem Bóg chce być obecny w całym twoim życiu, w twoich radościach i smutkach. Dobrze, gdybyś przyjął Bożą optykę widzenia i nie usprawiedliwiał się, że jesteś tylko człowiekiem. Cały należysz do Boga, przeto oddawaj mu całe swoje życie. Pozwól Mu również radować się z Tobą, a nie tylko współcierpieć.

JA:  Panie Jezu, tak często mi się wydaje, że nie podążasz ze mną, że nie towarzyszysz mi w moim ziemskim życiu, w zmaganiu z codziennością. Ale skoro nie zapraszam Cię nawet do moich sukcesów, jeśli nie widzę działania Boga w chwili, kiedy jest mi dobrze, jak będę potrafił nadać sens cierpieniu, czy będę umiał przejść przez trudne doświadczenie w taki sposób, aby ono mnie umocniło? Maryjo, jak mam żyć, aby być szczęśliwym?
MARYJA: Ciesz się życiem i we wszystkim szukaj Jego woli. Czytamy w Piśmie: Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca. Sekretem na szczęśliwe życie jest po prostu przyjaźń z Bogiem. Choć tak naprawdę nie ma gotowej odpowiedzi na pytanie, jak spełnić się na ziemi. Jeśli otworzysz serce przed Ojcem, On stopniowo będzie objawiał ci swoje tajemnice, tak że z dnia na dzień będziesz rozumiał lepiej, na czym tak naprawdę polega prawdziwe szczęście.
JA: Ale przecież ja właśnie tak próbuje robić i nie widzę żadnych owoców.
MARYJA: Bóg nie jest czarodziejem i nie od razu udziela swej łaski. On niekiedy czeka, aby okazało się, czy twoje intencje są do końca czyste, czy aby podejmując relację z Bogiem nie szukasz siebie i swojej wygody. Czas, kiedy Bóg czeka, jak to można powiedzieć, ma służyć oczyszczeniu twoich intencji.
JA: Oczyszczeniu intencji? To wszystko brzmi tak jakoś ogólnikowo i niejasno. Tymczasem mi potrzebna jest jakaś konkretna wskazówka, myśl, która pochłonie mnie całego, pomoże zrozumieć otaczający świat, siebie, Boga…
MARYJA: Jesteś dobrym człowiekiem, szukasz prawdy. Ale jeśli prawdziwie jej szukasz, prędzej czy później ją znajdziesz. Pamiętaj, że prawdziwa miłość jest cierpliwa, a to, że przeżywasz trudności na swojej drodze wiary, jest czymś normalnym. Tak jak złoto oczyszcza się w ogniu, tak ty oczyszczasz się w cierpieniu i wątpliwościach. Droga krzyżowa mojego Syna była przepełniona bólem i cierpieniem, ale trzeciego dnia przyszło zmartwychwstanie. Z tobą, moje dziecko, jest podobnie. Na swojej drodze życia odnosisz wiele ran i upadków, z których podnosi i uzdrawia cię najlepszy lekarz – Jezus. On pozwala się odnaleźć każdemu, kto Go poszukuje. On pomaga przejść każdemu swoją drogę życia tak, by na jej końcu osiągnąć świętość. Zatem, bądź mężny i chciej dążyć do jej zdobycia, bo do świętości jesteś powołany.
JA:  Jezu, lekarzu moich wszystkich chorób, odkrywam wszystkie moje rany przed Tobą. Dotknij ich swoją ręką. Moje życie pokazuje mi, że częściej się do Ciebie tłoczę, niż dotykam. Pragnę jednak Twojej łaski, pragnę Twej świętości, Ty dotknij moich ran, abym będąc już zdrowym, umiał przylgnąć do Ciebie sercem i wytrwale mógł iść przez moje życie do Ciebie, Panie.

JA: Nie wiem, na jakiej górze skończy się droga mojego życia. Ty, Panie, umarłeś na Kalwarii, ja często akceptuję tylko Górę Horeb, na której Ty przemieniłeś się w obecności uczniów. Jeśli jednak znajdę się kiedyś na Horebie, to chciałbym z wiarą zawołać do Ciebie: Jezu dla nas przemieniony, który jesteś cały w chwale, odmień los mój ku dobremu i mnie przemień, Chryste Panie, abym umiał zgadzać się na Twoją wolę w mojej codzienności.
Na znak gotowości otwarcia się na uleczające działanie Boga, w geście wiary w to, że Jezus rzeczywiście może uzdrowić we mnie to wszystko, co po ludzku niemożliwe, podejdę do Krzyża. Niech gest dotknięcia belki, na której umarł Jezus, wyraża moją gotowość do noszenia swoich trudów, cichego oddawania życia Bogu. Prośmy Maryję, żeby na tej drodze była nam Przewodniczką:
Maryjo, Matko nadziei,
bądź z nami na naszych drogach!
Naucz nas głosić Boga żywego;
Pomóż nam dawać świadectwo Jezusowi,
Jedynemu Zbawcy;
Spraw, byśmy służyli bliźniemu,
Otwierali się na potrzebujących,
Wprowadzali pokój,
z zapałem budowali świat
bardziej sprawiedliwy;
wstawiaj się za nami,
którzy działamy w historii,
pewni, że plan Ojca się wypełni.
Jutrzenko nowego świata,
Okaż się Matką nadziei i czuwaj nad nami!
Czuwaj nad Kościołem w Polsce, Europie i na całym świecie:
niech będzie odzwierciedleniem Ewangelii;
niech będzie autentycznym
miejscem komunii;
niech żyje swoją misją
głoszenia, celebracji i służby
Ewangelii nadziei
dla pokoju i radości wszystkich.
Królowo Pokoju,
strzeż ludzkości trzeciego tysiąclecia!
Czuwaj nad wszystkimi chrześcijanami:
niech ufnie zdążają drogą jedności
jako zaczyn zgody na kontynencie.
Czuwaj nad młodzieżą,
nadzieją przyszłego świata;
niech wielkodusznie odpowiada
na wezwanie Jezusa.
Czuwaj nad ludźmi odpowiedzialnymi
za narody:
niech podejmują budowanie
wspólnego domu,
w którym szanować się będzie
godność i prawa każdego.
Maryjo, daj nam Jezusa!
Spraw, abyśmy za Nim szli i kochali Go!
On jest nadzieją Kościoła,
Polski, Europy i ludzkości.
On żyje z nami, pośród nas,
w swoim Kościele!
Z Tobą mówimy:
Przyjdź, Panie Jezu!
Niech nadzieja chwały
wlana przez Niego w nasze serca
przynosi owoce sprawiedliwości i pokoju!